Przedwiośnie

Pruszków - Warszawa
Pruszków - Warszawa fot. Andrzej Świetlik
Stefan ani Cezary w tej relacji się nie pojawią. Było nie było, czasy i historie z literatury obowiązkowej odchodzą w zapomnienie, pomimo, że współczesnego pozytywistę nieustannie prześladuje współczesny romantyk. Powinienem zdefiniować jednego i drugiego, ale jaki w tym sens? Ci, którzy wiedzą, to wiedzą, a druga część i tak się teraz odłączy... do widzenia.

W sobotnie popołudnie jadę pciągiem do Pruszkowa z postanowieniem powrotu do Warzszawy spacerem, wzdłuż linii kolejowej. Lubię czasem takie ekscesy, przy torach zawsze jest ciekawiej. A że daleko? Zawsze, w razie czego można skrócić maszerowanie, jest kilka stacji po drodze, w pociąg i fru do chaty.

Idę. Przełączyłem się na niemyślenie. Po drodze zapisuję przedwiośnie, prawie automatycznie. Aparat jest najlepszym notesem. Zapiski są trochę chaotyczne, jak zazwyczaj. Zamiast szklanych domów, co chwilę pojawiają się szklane pejzaże, zbudowne z butelek po wypitych piwach. Innego brzydactwa też widać dużo w tym przedwiośniu. Pomyślałem, że brzydkie może być jeszcze brzydsze. Czy odwrotnie też się zdarza? Wówczas pewnie też nie myślę.

Podróżnikiem nie jestem, choć podróżuję zawodowo, artystycznie i dla odsapnięcia, jak tym razem zu fus gehen z Pruszkowa do Warszawy. W drodze robię bardzo mało zdjęć, często nie robię. A cudze fotografie z podróży usypiają mnie natychmiast, nuda pani i panie, okropna nuda, zazwyczaj. Dość słów, czas na notatki przedwiośnia 2013.





Trwa ładowanie komentarzy...