O autorze
Artysta, fotograf, od 1979 roku w grupie „Łódź Kaliska“ /aktualny skład: Marek Janiak, Adam Rzepecki, Andrzej Świetlik i Andrzej Makary Wielogórski/. Współautor fotografii, filmów, performasów i lomicji zrealizowanych w Ł.K. w ramach zmagań ze społeczeństwem. Jeden z ojców założycieli „Galerii Bezdomnej“, wspólnie z Tomkiem Sikorą i Jakubem Winiarskim. Zawodowo zajmuje się fotografią portretową dla reklamy i PR. Więcej na www.andrzejswietlik.pli www.lodzkaliska.pl

Najciekawsze jest to, czego nie widać

Gapiąc się w aparat fotograficzny jesteśmy przekonani, że zapiszemy się na wieki w historii, ważni i rozpoznawalni przez wiele następnych pokoleń. Zachowujemy się tak od dawien dawna, od momentu wynalezienia fotografii. Nawet wcześniej ludzie zamożniejsi próbowali załatwić sobie „nieśmiertelność“, wykorzystując w tym celu malarzy. Nie zastanawiając się zbytnio nad tym zjawiskiem, uznajemy, że tak po prostu jest i już.

Pewien tajemniczy jegomość zakpił sobie z takiego myślenia-niemyślenia. Zapewne wiedział, że z czasem obraz jego twarzy utrwalony na zdjęciu przestanie oznaczać JEGO, i stanie się małoznaczącym rysunkiem kształtu, mogącym zainteresować co najwyżej antropologa. Ostentacyjnie odwrócił się plecami do kamery, kiedy czterdziestu innych pozerów, po długotrwałym, starannym ustawianiu, zesztywniało na chwilę ze wzrokiem skierowanym w stronę pana fotografa, a ten dając widoczny znak, nacisnął spust aparatu. Powstało jedno, jedyne, na dodatek perfekcyjne zdjęcie, upamiętniające budowniczych tunelu kolejowego pod Miechowem. Było to jesienią 1884 roku.




Najważniejsza dziewięcioosobowa grupa kierownictwa budowy ze stojącym pośrodku carskim oficerem ma w tle kilkunastu robotników tartaku, wśród których prawdopodobnie stoi jedyna zanotowana na zdjęciu kobieta. Dzisiaj na budowach dróg kobietę można spotkać niekiedy w ekipie inżynierskiej, na poziomie robotników to się nie zdarza, z wyjątkiem sytuacji zarejestrowanej na fotografii „Łodzi Kaliskiej“ z wystawy „Niech sczezną mężczyźni“. Małe zamieszanie pojawiło się wśród wozaków po prawej stronie, trzech z nich gdzieś się zagapiło. A tak poza tym, byłoby już ok., gdyby nie stojący najbliżej kamery, odwrócony plecami do przyszłości „artysta“, pomyślałem gapiąc się dłużej w zdjęcie. Artysta? Artystą w tej ekipie był bez wątpienia fotograf, Konrad Brandel, zwykle na zdjęciach poza kadrem. Tym razem zrobił wyjątek, mały żart, za to duży i ważny eksperyment, którym udowodnił po latach, ile warte są utrwalone na fotografiach obrazki każdego z nas, przeciętnego śmiertelnika. Odfruną w niebyt, jak my, tylko nieco później.

PS Konrad Brandel, uczeń Karola Beyera był wybitnym dziewiętnastowiecznym polskim fotografem, portrecistą i kronikarzem Warszawy, wynalazcą formatu negatywu 6 x 9. Wykorzystane w tej publikacji zdjęcie jego autorstwa pochodzi z cyklu dokumentującego nowopowstałą linię kolejową łączącą Dęblin z Dąbrową Górniczą, otwartą w styczniu 1885 roku. Oryginał w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, aktualnie eksponowany na wystawie w Muzeum Kolejnictwa.




Trwa ładowanie komentarzy...